NIEBOSTĄPIENIE

Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły. (Mk 16, 15-20) 

Jezus w obecności uczniów znika im z oczu. Zostawia ich ze słowami, które mogą wydać nam absurdalne. Jeżeli ja nie odejdę, nie przyjdzie do was Duch Pocieszyciel. Moje odejście będzie dla was wielką korzyścią. Jak nieobecność kogoś kogo kochamy może nam pomóc? Po ludzku nie uda nam się tego pojąć, podobnie jak pawłowego wyznania, że dla mnie umrzeć to zysk. Wiele też innych słów z Pisma Świętego będą będzie brzmiało jak abstrakcja- do chwili gdy nie oderwiemy się on naszych oczekiwań i wyobrażeń. Bóg nadaje sens temu co nas absolutnie przerasta. Jezus odchodzi… po to by być z nami. Taki jest sens tego wydarzenia. Znika nam w oczu by pozostać na zawsze w naszych sercach. Dar obiecanego nam Ducha Świętego objawi siłę tej obecności Boga pośród nas. Będziemy mogli mówić o nowym stworzeniu i nowej ożywczej sile pośród nas gdy cała Trójca da się nam poznać w swej miłości, która przenika nieustannie niebo i ziemię. 

Ks. Jan Twardowski pisał: Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna. Dopiero wtedy. Bóg także swoją nieobecność w naszym sercu potrafi doskonale zagospodarować. Pustka rodzi pragnienie, tęsknotę i oczekiwanie na pewną treść, która wejdzie w to opuszczone miejsce. Duch Święty przychodzi na tę bezludną i pustynną ziemię aby ją nawodnić, odświeżyć i ożywić na nowo. Pozorna absencja Boga stanowi w naszej wierze jeszcze większe zaproszenie do wdzięczności, jeszcze żarliwszego dziękczynienia za wszelkie światło. Ktoś kogo wypełnia prawda, umie przyjąć każde doświadczenie jak ważny element naszego życia. To, że nie dzieje się w nim zło, tragedia i nieszczęścia to jeszcze nie znaczy, że umiemy widzieć w nim dobro, że umiemy za nie dziękować. 

Wszyscy zgromadzeni, w miejscu, które wskazał im Pan, gdy go ujrzeli oddali mu pokłon, jak zanotował Mateusz. Ta wzmianka spina klamrą początek i koniec jego ziemskiej działalności. Pokłon oddali małemu dziecięciu wielcy Mędrcy ze wschodu. Ci, którzy przyszli z daleka aby ujrzeć miejsce gdzie zatrzymała się gwiazda, przedziwne zjawisko astralne, w jakie pogańscy naukowcy wierzyli. Uczniowie jacy otaczają swego mistrza przeszli drogę znacznie trudniejszą. On wraz z nim przeszli ze śmierci do życia. Oddają pokłon temu, który jest jaśniejszy niż wszystkie gwiazdy nieba, którego światło zaświeciło w ciemnej dolinie umarłych. Apostołowie rozpoznali w nim teraz światło na oświecenie pogan. Taką prawdę zaniosą po krańce ziemi. Tradycja przypisała im męczeńską śmierć niemal we wszystkich znanych wówczas częściach świata.  Pan odchodzi, znika unosząc się samowładnie w górę. Uczniowie nie rozpaczają po nim. Nie panikują, nie płaczą. Wiedzą, że Jezus każde swoje słowo, każdą obietnicę zrealizował w pełni i to w sposób, który znacznie przerósł ich wyobrażenia. On zawsze dawał im więcej niż mogli oczekiwać. Miłość Boga nie zna pojęcia niemożliwości, nie ma ograniczeń. W tej scenerii jest również miejsce gdzie wciąż nie dotarło światło. Mateusz zapisał, że nawet teraz, po śmierci, zmartwychwstaniu i wielu objawieniach ludziom stoją z uczniami ludzie którzy wątpią. Tak silne są w nich trudności związane z wiarą. Czy nic już nie jest w stanie ich przekonać skoro tak wiele widzieli? Po to warto oczekiwać Ducha Pocieszyciela. On zgodnie z zapowiedzią Jezusa doprowadzi nas do całej prawdy i przypomni nam wszystko co zostało powiedziane. Duch Święty jest pamięcią Kościoła o wielkich dziełach, jakich Bóg dokonuje. On nie da zapomnieć o obecności Pana, o tym, że teraz nic nas nie może odłączyć od miłości Chrystusa. Nie ma okoliczności, ani odległości, jakiej Bóg nie mógłby ku nam przebyć. 

Trzeba tylko Jezusowi dać jednak wiarę do końca. Choć po ludzku wydaje się, że nic więcej nie da się zrobić wobec tego co już się wydarzyło, to ta historia jeszcze się nie kończy. Rychłe nadejście Parakleta, potwierdza, że nie jesteśmy rozpięci między początkiem a końcem. Jesteśmy zanurzeni w Bożym TERAZ. Taki jest Kościół, który żyje, trwa. To wspólnota oświecona Bożym pocieszeniem, która nieustannie odkrywa w sobie tę ponadludzką tożsamość. Takie jest również źródło naszej nadziei w której nieobecność jest zaproszeniem to jeszcze większej obecności. 

Wniebowstąpienie… w gruncie rzeczy to moglibyśmy nazwać to wydarzenie „niebostąpieniem”. Przecież Jezus odchodząc zostawia nam niebo na ziemi. Nie znika nam z oczu jego łaska i miłość. To co zdarzyło się na oczach uczniów złączyło na wieki niebo i ziemię. Stopy Jezusa, jak na niezwykłym obrazie Salvatora Dalego, kroczą przez nasze życie, które nierozerwalnie łączy się z wiecznością. Dotykając sakramentów spotykamy się z Panem, który pozostał z nami na zawsze. Nie odszedł- przyszedł w pełni. Jego Duch niebawem nam to potwierdzi… 

ks. Adam Kiermut