Kiedy ludzie z tłumu…

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. (…) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!” Odpowiedział im Jezus: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. (J 6, 24-35)

 

Rabbi, kiedy tu przybyłeś? Pytanie powinno być zgoła odmienne. Panie, kiedy Cię zgubiłem? Kiedy Cię nie widziałem? Przecież Jego imię to… Jestem, który Jestem. W Ap 1, 4 Jan zapisał, że łaska i pokój pochodzi od Tego który był, który jest i który przychodzi. Pytanie zatem- kiedy mnie nie było? Gdzie przebywałem, że nie byłem z Tobą? Św. August po swoim nawróceniu potwierdził tę tajemnicę: Późno Cię ukochałem! We mnie byłaś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Późno według naszego czasu, ale dla Boga w sam raz.

 

Dziś w Ewangelii Bóg także wyprowadza lud podobnie jak dawniej Izraelitów na pustynię w konkretnym celu. On chce dać się poznać w tej mocy swego przyjścia. On chce mówić do serca, nie tylko do uszu. Władzę nad człowiekiem posiądzie bowiem ten, kto dotrze głębiej, kto przeniknie do wnętrza.

Zdziwili się obecnością Jezusa, tak jak Izraelici zadziwili się, gdy dostrzegli pierwszy raz roślinę, której nadali nazwę- manhu ,co oznacza dosłownie- „co to jest?”

To, czego nie umieli nazwać na pustyni, dziś staje się osobą- jest kimś! Bóg jest tą tajemniczą rośliną. On jest chlebem z nieba, który syci serce. Nie było bowiem najważniejsze to, że mogli się najeść na pustyni, ale, że otrzymali potwierdzenie, że Bóg nie pozwoli im zginąć, że z nim są bezpieczni. Bóg jest sycącą serce odpowiedzią na głód sensu, obecności. Jak mało nas w nas samych…, dlatego że mało w nas Boga? Jak mało pewności, że to, co robimy prowadzi nas ku szczęściu? Życie pokazuje nam, że nie możemy na tym świecie liczyć na wiele, gdy przyjdą konkretne wyzwania i trudności. A Pan się nie zmienia, Jego imię tak jak kiedyś, tak i dziś to PRZYCHODZĄCY. Przychodzisz Jezu do ciemności moich dni, do moich braków i moich niepewności. Przychodzisz… gdy uświadomię sobie z wiarą, że Cię już nie widzę, że to, w co wierzę, to ja i moje siły, a nie Twoja miłość.

Jezus wygłasza swą mowę o chlebie w Kafarnaum, ale mniejsza o miejsce, ważne że Bóg je wybrał i On wie, gdzie nas prowadzi!

A On potrafi zaskoczyć swoim zaproszeniem, swoją obecnością i to w takich miejscach, w których byś Go może nigdy nie szukał. Taka była dla Izraela pustynia. Jest to miejsce próby, oczyszczania serca i wypalania duchowego w ogniu Bożej obecności. Jak to? Przecież na pustyni jest tylko piach i palące słońce. Błąd!!! Jest tam też Bóg i Jego miłość! O tym zapomnieli Izraelici. Pustynia jest na ich przykładzie fenomenalnym doświadczeniem, z którego musimy wyciągać wnioski i widzieć wyraźny związek z naszym życiem duchowym.

Co dzieje się z Tobą, gdy zapominasz o tym, że Bóg jest obok? Co dzieje się w Twoim sercu, gdy odwlekasz spowiedź w nieskończoność, gdy zaprzestajesz modlitwy i uważasz, że wystarczy żyć z Bogiem na poziomie bezpiecznego minimum?

Izraelici, gdy nie szukali Boga w sposób aktywny, zaczynają wierzyć w szczęście swojej niewoli. Nie chcą trudniejszej wolności, a chcą garnka z mięsem i kawałka chleba, z jakim kojarzył im się Egipt.

 

Jak w znanej piosence zespołu Myslovitz- upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem. Daj się zatem Bogu zdumieć, daj się zaskoczyć i zadziwić. Daj mu się karmić do syta swego serca, a nie tylko w powierzchności swego ciała, dobrobytu i małego szczęścia, które uznasz za swoje wszystko.

 

Zacznij nowy tydzień z głodem Boga w sercu! Jezus i tylko On da potrzebną energię do życia. On jest chlebem, którego szukasz. Weź Jezusa, bez Niego nie jesteś sobą. Nie zostawiaj tego uczucia głodu serca samemu sobie, bo i Ty zaczniesz szemrać! Odczuwasz głód? Jezus, i jedziesz dalej!

 

ks. Adam Kiermut