Mały Wielki Pokarm…

Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: „Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił”. I mówili: „Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem”. Jezus rzekł im w odpowiedzi: „Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”. (J 6, 41-51)

Niepojęty dar miłości Boga stanowi jednocześnie największą trudność dla ludzkiego serca. Nasze zmysły trudno przekonać że to co wygląda jak chleb jest… Bogiem. Do tego nieodzowna jest wiara. Bez niej zawsze będziemy nosić w sobie wątpliwość czy nie jesteśmy oszukiwani. Szemranie Żydów jest wynikiem trudności związanych z przejściem ludzkiej zasłony, jaką nieraz przywdziewają w naszej codzienności największe tajemnice. Na przykładzie Izraelitów widać że postać Mojżesza była dla nich zasłoną przez, którą nie potrafi przejść by zaufać Bogu, choć przecież prowadził ich przez rożne cuda i znaki. Bóg, który z miłości pozostawia nam w Kościele sakramenty pragnie rozdawać swą łaskę przez ręce ludzi. I tu kolejny problem. Czy mało pojawia się głosów, że nie ma sensu spowiadać się księżom, nie potrzebuję modlić się w kościele, bo mogę z Bogiem rozmawiać w swoim domu. Człowiek niezmiennie jest drogą Kościoła. Niezmiennie Bóg nas potrzebuje, by przychodzić do naszych braci i sióstr. Do dziś postać Jezusa jest skandalem dla Żydów, niepojęta dla wyznawców Islamu ale także dla chrześcijan. Obecność Boga nieustannie nas szokuje, prowokuje do refleksji i nie da się ogarnąć prostymi zasadami. 

Eucharystia jest ciałem Boga. Ciało mówi, przekazuje nam konkretną treść. W Eucharystii Pan mówi- kocham, pamiętam, jestem nieustannie do Twojej dyspozycji. Doświadczenie tego, że Bóg może przemówić w każdej możliwej formie i rzeczy, przyjść w dowolnym miejscu i czasie stało się udziałem Eliasza. Prorok wiedzie żywot banity. Pozostał całkiem sam na froncie walki o prawość kultu jedynego Boga Jahwe. Ściga go król za jego niezłomną postawę, nikt nie chce go poprzeć w tym zmaganiu. Wędrując samotnie po pustyni nie widzi sensu samotnej walki, a skoro nie może obronić prawdy prosi o szybką śmierć. Nagle zjawia się przy nim cudowny pokarm. To chleb i woda. Halo! Jak to cudowny?! Nie ma nic pospolitszego co można byłoby spożyć. Owszem, ale w tej historii nie chodzi o to co zjadł Eliasz. To nie wizyta w restauracji. Cudowne w tym jest to, że ten ubogi pokarm znalazł się tam z woli Boga. Mocą właśnie tej lichej strawy dorosły mężczyzna, który przed chwilą nie chciał żyć teraz rusza w 40dniową trasę, po to by na końcu spotkać się w dawcą tego niezwykłego pokarmu.

Tak jest do dziś. Nie jest cudowny chleb jaki spożywamy ale to co Bóg w nim ukrył. Moc tego pokarmu może pomóc nam przejść znacznie dłuższą drogę, nawet przez granicę śmierci. 

Był III wiek, kiedy na terenie Cesarstwa Rzymskiego miały miejsce bodaj najkrwawsze prześladowania chrześcijan. Wielu z tych, którzy czekali na proces i egzekucję przebywało w więzieniach. Oni wierzyli mocno, że ten lichy chleb przemieniony słowami samego Chrystusa doda im odwagi na tę najtrudniejszą z dróg. Nie brakowało także ochotników, którzy ryzykowali życiem żeby korzystając ze swojej wolności zanieść ciało Pańskie swoim więzionym braciom. Tarsycjusz miał być akolitą w tym trudnym czasie. Wyróżniał się mimo młodego wieku wielką gorliwością w obsługiwaniu przyszłych męczenników w więzieniach. Pewnego dnia, kiedy jak zwykle niósł przy swoim sercu Najświętszy Sakrament do jednej z cel, napotkał swoich rówieśników, bawiących się na jednym z licznych placów miasta. Pogańscy chłopcy zaczęli wołać na Tarsycjusza i zapraszali go aby się do nich przyłączył. On jednak zaczął uciekać przed nimi, nie mogąc nic powiedzieć. Ci zaczęli go gonić. Kiedy zaś spostrzegli, że coś ukrywa przed nimi i mocno przyciska do piersi, chcieli zobaczyć, co niesie i siłą mu to wydrzeć. Bohaterski chłopiec bronił swojego najcenniejszego skarbu. Wówczas zgraja przewróciła go na ziemię, zaczęła go kopać i bić, rzucać kamieniami. Dopiero przypadkowo przechodzący żołnierz, także chrześcijanin, rozgonić bandę. Gdy podszedł to chłopaka, wiedział dokładnie co przenosił i że jest on ciężko ranny. Zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł. Żołnierz Najświętszy Sakrament odniósł ze czcią do kapłana katolickiego.

Ciało młodego bohatera złożono w najbardziej znanej krypcie w katakumbach Kaliksta obok papieża Stefana I, który również poniósł śmierć męczeńską kilka lat po młodzieńcu. Tak wielka była wiara w to co niósł przy sobie Tarsycjusz, jak również w to, że biegnąc do braci sam na tej drodze spotkał Zmartwychwstałego Pana. 

Niedziela to pamiątka tego i innych spotkań z Życiem, które objawia się w naszych słabych ciałach i które przychodzi do nas pod osłoną tego co słabe i niemocne. Czy to pozorne ubóstwo darów Boga jest dla ciebie największym bogactwem?

ks. Adam Kiermut