Ile niewiary jest w mojej wierze?

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się!” Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!” Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: „Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

(Mk 4, 35-41)

Czerwiec 2021. Dla milionów fanów piłki nożnej na całym świecie po długich miesiącach posuchy rozpoczęła się istna uczta dla oka. Mistrzostwa Europy. Gdy wszyscy kibice nastawieni byli na sportowe emocje, piękne akcje i spektakularne gole, w tym i naszej reprezentacji. Rzeczywistość nas zaskoczyła. W jednym z meczów między Danią a Finlandią dobiegała już końca pierwsza połowa spotkania. Nagle na murawę osunął się jeden z zawodników. Był to Christian Eriksen. Szybko pojawiły się przy nim służby medyczne. O ile interwencje medyczne zdarzają się dość często to szybko kibice zorientowali się że sytuacja jest bardzo poważna. Medycy rozpoczęli akcję ratowniczą bo piłkarzowi groziła śmierć. Na oczach wielu milionów ludzi rozegrała się walka z czasem o życie człowieka. Szybko na portalach społecznościowych zaczęły pojawiać się posty- Módlmy się za niego! Boże ratuj go! Prośmy o cud! W obliczu tragedii nie tylko katolicy ale także niewierzący, na co dzień dalecy od Boga ludzie chcieli odnaleźć nić solidarności i włączyć się mentalnie w to zmaganie o życie Duńczyka. Dzięki mediom stanęliśmy wspólnie wobec sytuacji, której nie da się łatwo przechylić na naszą korzyść. Wielu wołało do Boga, bo ludzkie możliwości się wyczerpały. Rozejrzyj się dookoła. Takich sytuacji są tysiące! Nie ma chwili gdy ktoś nie staje wobec sytuacji granicznej, ekstremalnie trudnej. Towarzyszy nam wówczas paraliżujący lęk, obawa utraty wszystkiego co posiadamy. Znajdujemy się wówczas na łodzi do której niebezpiecznie wlewa się woda zamętu, chaosu i rozpaczy. Czy widzisz wtedy to że Bóg jest na tej samej łodzi z tobą? Czy reagujesz podobnie jak apostołowie, którzy nie mają w sobie wystarczającej wiary, by nią uciszyć burzę. Oni zbiegają rozbici w dół łodzi i budzą Jezusa, nalegając by interweniował, bo oni giną. Jak dalecy są od wiary jaką niebawem okaże wobec Nauczyciela poganin- rzymski setnik. On ufa, że nie potrzebna jest fizyczna obecność Jezusa w jego domu by stał się cud- on już się stał w jego sercu. Nic nie jest niemożliwe dla tego kto wierzy!

Warto rzucić okiem na pewien istotny szczegół, który ciężko uchwycić w polskim tłumaczeniu. Jezus gdy zjawia się oko w oko z żywiołem ucisza go w taki sam sposób jak ucisza… demony! On dosłownie przeprowadza egzorcyzm. W naturalnych zjawiskach jakie napotyka człowiek, zły duch pragnie zasiać w naszym sercu niepewność w istnienie Boga, w jego siłę a przede wszystkim w jego miłość. Demon niewiary krąży nad nami w chwili śmierci naszych bliskich, utraty pracy, zerwanych relacji, niepowodzeń w naszych silnych staraniach. Zakrycie Jezusa i jego boskiej interwencji w nasz los sprawia, że zostaniemy sami z silnym pragnieniem życia, którego sami nigdy w sobie nie utrzymamy. Nie raz chcemy wyrzucić Jezusa z łodzi naszego życia, bo zrzucamy na niego winę za nasze niepowodzenia. Skoro nie umiałeś uchronić mnie przed bólem, zawodem i nieszczęściem to co jesteś wart? Czy w ogóle istniejesz? Po co tu jesteś, skoro nic nie możesz?

Uczniowie ponoszą porażkę, bo w godzinie próby przywołują Jezusa jako sprawcę cudów i spektakularnych znaków. Mieli w pamięci to co już zdziałał, widzieli zjawiska jakie przekraczały granice ich umysłu. Zatrzymali się jednak na poziomie widza, biernego obserwatora tego co się działo. Każdy cud, jaki Jezus uczynił dla opętanych, chromych, trędowatych i niewidomych, uczynił dla każdego z nich. Oni nie pozwolili by ta sama łaska przyszła do ich serc, dlatego są one jeszcze zalęknione, słabe i łatwo nimi wstrząsnąć. Łatwo można ich złamać i speszyć.

Po zmartwychwstaniu, gdy ujrzeli swego Pana, który uciszył największy z żywiołów- śmierć, oni poszli odważnie do świata nie bacząc już na żadne trudności. Gdy wiatr się wyciszył to ci którzy stoją najbliżej Jezusa są pustymi naczyniami, w których dźwięczy tylko jedno ale kluczowe pytanie- Kim on jest… To pytanie, które za każdym razem każe nam wracać do początku naszej znajomości z Jezusem. My często popełniamy ten błąd, że jak uczniowie chcielibyśmy pójść dalej w kolejne zadania, cele i zwycięstwa. I nieraz idziemy jednak nie wiemy z kim. Tego pytania też nie wypowiadamy na głos, bo się go wstydzimy. Jest ono i dla nas kłopotliwe, tym bardziej im dłużej pojawiamy się w kościele, modlimy się i słuchamy Ewangelii. Czy w każdym wydarzeniu weryfikuje się moja wiara w Jezusa jako Boga, czy obraz ten jest pewny, oczyszczany nieustannie? Ile jest niewiary w mojej wierze? Ile ludzkich emocji, kalkulacji i pychy? Czasem niewierzący mogą w trudnych chwilach być bliżej Jezusa niż niejeden z nas. Tu nic nie jest zapewnione odgórnie. Wiara to nie medal za zasługi, który mamy dumnie nosić. Jej mamy używać nieustannie, bo trudności tylko czekają na to by nas sprawdzić. Bóg, Twój Zbawca i siła, płynie wraz z tobą w łodzi Twego życia. On działa we wszystkim co przechodzisz i co przeżywasz. Nie uciekaj nigdy on pytania Apostołów- Kim on jest?

ks. Adam Kiermut