Człowiek posłany

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: „Kto ty jesteś?”, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: „Ja nie jestem Mesjaszem”. Zapytali go: „Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?” Odrzekł: „Nie jestem”. „Czy ty jesteś prorokiem?” Odparł: „Nie”. Powiedzieli mu więc: „Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” Powiedział: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz”. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. i zaczęli go pytać, mówiąc do niego: „Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?” Jan im tak odpowiedział:  „Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała”. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. (J 1, 6-8. 19-28)

Groźna, surowa pustynia, która jest z wyboru domem Jana, staje się źródłem radości i nadziei. Prorok odział się w słowo Boże, uzbroił się nim na trudny i wymagający czas. To jego wizytówka, znak rozpoznawczy jego działalności. Jego imię to Głos wołającego na pustyni- zgodnie z prorockim duchem. Domenico Venezio, żyjący w XV w. pozostawił nam piękny obraz, który stanowi esencję jego działalności- totalną prostotę oraz radykalizm. Otoczony nagimi skałami na równinie pali czerwony płaszcz, a przyodziewa pelerynę ubóstwa- skórę wielbłąda. To zwierzę przechowuje w swym garbie substancje potrzebne do przeżycia na długi czas. Tak jakby chciał wtopić się w krajobraz wyschniętego stepu. Czy wiara nie umacnia nas i nie uszlachetnia właśnie na chwile doskwierających nam kryzysów? A co jeśli wiele lat nie przyjdzie zmiana sytuacji, co jeśli to o co się modlisz bardzo długo się nie spełnia? Jan Chrzciciel uczy się nieustannie cierpliwości. Woli przywdziać skórę jako znak wytrwałości w trudnych warunkach niż purpurę bogactwa, jakie nie nasyci i nie da bezpieczeństwa na chwilę życiowych trudności. Obraz „dziecka Wenecji” zadziwia z jeszcze jednego powodu. Widać na nim wodę życia. Wokół niej gromadzą się zielone i bujne krzewy, które wraz z wyborem nowej drogi przez proroka pojawiają się przy nim na pustkowiu. Wraz z Janem budzi się natura, przemienia się jak pisał prorok Izajasz: Ty natomiast (Izraelu) rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela. Nędzni i biedni szukają wody, i nie ma! Ich język wysechł już z pragnienia. Ja, Pan, wysłucham ich, nie opuszczę ich Ja, Bóg Izraela. Każę wytrysnąć strumieniom na nagich wzgórzach i źródłom wód w pośrodku nizin. Zamienię pustynię na pojezierze, a wyschniętą ziemię na wodotryski. Na pustyni zasadzę cedry, akacje, mirty i oliwki; rozkrzewię na pustkowiu cyprysy, wiązy i bukszpan obok siebie. Słowami wieszcza z VIII w. p.n.e. wypełnia się spękana ziemia, która czuwa jak człowiek na wielkie i odnawiające wydarzenie. Ścieżka sprawiedliwego jest prosta, Ty równasz prawą drogę sprawiedliwego. Także na ścieżce Twoich sądów, o Panie, oczekujemy Ciebie; imię Twoje i pamięć o Tobie to pragnienie naszej duszy (Iz 26,7).

Miejsce gdzie chrzcił Jan to okolice Betanii za Jordanem. Ci, którzy wychodzą ku niemu symbolicznie przechodzą przez wodę ku wolności. Czy gdzieś ten motyw już się gdzieś nie pojawił? Chrzest w wodach Jordanu to przejście ku Ziemi Obiecanej, ku wolności. Wędrującym po pustyni towarzyszyła nadzieja, która przeplatała się z niedowierzaniem. Zawsze gdy słabli na duchu w ich oczekiwaniu, spełnienie się obietnicy Boga jakby się oddalało.

Jan cały stał się oczekiwaniem. Jako syn Izraela czeka na Mesjasza. Przesiąkł także duchem stęsknionej przyrody, która bez deszczu karłowacieje, przywdziewa bardzo asekuracyjne formy, walcząc o przetrwanie. Pojawienie się proroka w tym miejscu to jak spadnięcie pierwszej kropli cudownego deszczu odnowy, świeżości i życia. A deszcz, jak zapisał adwentowy prorok- Izajasz, spada na ziemię w konkretnym celu. Nie wraca dopóki nie użyźni ziemi i nie da chleba dla jedzącego. Jan dosłownie spadł z nieba, bo był synem zrodzonym w niezwykłych okolicznościach, otoczony zadziwieniem. Jego misją było zaświadczyć o światłości, dać świadectwo aby inni uwierzyli przez niego. Teologia wschodu nazwała tego sługę Pana  pięknym tytułem Anioła pustyni. Średniowieczne freski zachowane z świątyni w rosyjskim Jarosławiu ukazują go uduchowionego ,przebóstwionego, jakby zanikały w nim cechy cielesności. Jest niemal przeźroczysty. Światło zatem może przejść niego. Nie zasłania go, nie zakrywa sobą, żadnym wymiarem ludzkiej słabości. Takie przedstawienie jest również ważne dla właściwego rozumienia naszej kondycji. Fresk eksponuje duszę wyczekującą zjednoczenia z Panem. Dziś łatwiej nam żyć pragnieniami ciała, łatwiej je zaspokajać i wychodzić im naprzeciw. Spasione zmysły, które dostają od nas często ponad miarę sprawiają, że głodzimy duszę, więzimy ją i zagłuszamy. Ona również czeka! Ona chce radości, jednak z innego źródła niż ciało.

Oczekuj na radość jak człowiek, a więc swoją duszą i ciałem. Pamiętaj o tym! Bądź sługą światła- nie zasłoń Boga i jego miłości czymś przemijalnym, nietrwałym.  Adwentu to czas by światłość z nieba mogła przejść przez ciebie do drugiego człowieka. Łaska chce i ciebie oczyścić, przebóstwić.  Deszcz z nieba pragnie spaść na wyschniętą ziemię twego serca, stęsknionego spotkania, spokoju i bezpieczeństwa… Oczekuj Pana.

ks. Adam Kiermut