Jestem pośród nich


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. (Mt 18, 15-20)

Jezus był mistrzem pokojowej separacji. On naprawdę potrafił rozdzielić dobra od zła, w taki sposób aby nie stracić człowieka. Jest on zbyt cenny w jego oczach by przysłonił mu go grzech, słabość i ułomność. On prowadzi nas tą samą drogą na której zaczniemy w końcu ratować ludzi, którzy po prostu są niedoskonali. Obcując z naszymi braćmi i siostrami miesza się w nas codziennie poczucie szczęścia, wsparcia, umocnienia i satysfakcji a także bólu, rozczarowań, lęku i odrzucenia. Problemem nigdy nie jest człowiek ale grzech, który nas psuje i niszczy. Wróćmy do początku. Bóg stworzył mężczyznę i kobietę z miłości. Oni byli ambasadorami jego piękna, pokoju i czystości na świecie. Grzech nas połamał, zeszpecił, poraził naszą wolę, uczynił nasze spojrzenie podejrzliwym, nasze serce nieufnym i egoistycznym. Grzech i zło weszło między nas i Boga. Tę przedziwną nić Jezus pragnie odbudować, za każdym razem gdy spogląda ci w oczy, gdy leczy cię swoim miłosierdziem. Jak mocne musiało być to spojrzenie, jakim Jezus spojrzał na Piotra, Mateusza, Marię Magdalenę, Samarytankę, Zacheusza i wielu innych? Ten wzrok przepalił ich miłością, dobrem, pokojem. Był inny od spojrzeń oceniających, wykluczających i odrzucających. Zmorą naszych relacji jest niszczenie pięknych wspólnot przed obgadywanie za plecami, tworzenie grupek, szydzenia z innych i niszczenia choćby przez anonimowe konta w internecie. Rozmowy na odległość, nasza bezdotykowość, bezwzrokowość owocuje tym że chcemy rozprawiać się z innymi bez człowieka.

Ile sporów i waśni rozwiałoby się gdybyśmy po prostu czasem usiedli do stołu. Ile jadu i hejtu wygasłoby gdybyśmy spotkali się z człowiekiem i użyli tego narzędzia jakie stosował do bólu skutecznie Jezus? On wielu bohaterów Ewangelii potraktował podmiotowo, jako partnerów w dyskusji. Wyciągnął ich z chorego piętna ocen i sądów ludzkich, palącego ostracyzmu i  stereotypów za którymi chowali się wielcy- do bólu słabi i tchórzliwi.

Jeśli chcesz pokoju w swoim domu, miejscu pracy i gronie przyjaciół przestań uciekać wzrokiem od ludzi. Nie wynoś złych emocji i sporów gdzieś poza. Nie rozlewaj zła dalej! To nic nie da.

Jezus podaje Ci konkretny schemat działania. Potraktuj Ewangelię na serio. Nie dopuść aby zło ciekło w naszym sercu w nieskończoność. Dąż do konfrontacji. Jeśli spotkanie nie pomoże, walcz dalej! Weź ze sobą jednego, drugiego i pójdź! Jeśli troszczysz się o czystość pewnych relacji wokół ciebie, twórz zdrowe koalicje w jakich pomożesz komuś zobaczyć prawdę. Jeśli i to się uda, donieś Kościołowi. Zanurz człowieka w Bożym miłosierdziu, okop go jak wysychające drzewo nawozem swojej modlitwy, wołaj jako chrześcijanin o nawrócenie- nie tylko kogoś, również a może przede wszystkim siebie. Oddanie wspólnocie swej trudności przyniesie ci pokój, zdejmie z ciebie ciężar twojej niemocy, zmęczenia długim brakiem poprawy. Jeśli oddasz kogoś i coś Panu Bogu, ucz się ufności w to że on już się tym zajął. Niezwłocznie weźmie cię w obronę.

Walcz zawsze ze złem. Pamiętaj, że szatan zawsze potrzebuje człowieka by niszczyć. On karmi się naszą słabością, brakiem czujności i wiary we wszelkie „Boże środki”. Używając miłości lub własnych racji albo na ziemi coś rozwiązujemy albo krępujemy. Każde nieprzebaczenie, odpuszczony konflikt, awantura, ranienie złym słowem zatrzymuje zmarłych przed wejściem do radości nieba.

Ludzką intuicją od wieków było proszenie rodziny o wybaczenie w imię zmarłego o wybaczenie wszystkich krzywd wyrządzonych przez niego na ziemi. Rodzina z miłości pragnie ratować tego, kto już sam sobie pomóc nie może. Tu na ziemi mamy czas- i tylko tu aby zawalczyć o szczęście nasze i naszego brata, o to by w ogóle nim się dla nas stał.

W niebie bowiem nie ma wrogów, jeśli nie wyobrażasz sobie bycia w niebie z kimkolwiek, wiele musisz się jeszcze nauczyć od Jezusa. On chce tam spotkać się z każdym z nas- bez wyjątku. 

ks. Adam Kiermut