Jedenastu


Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

(Mt 28, 16-20)

Czy odnajdujesz się w tej grupie, która widzi Jezusa w tym ostatnim „ziemskim” spotkaniu? Odchodzi, ale obiecał, że powróci od nas. W tej nieobecności tkwi tajemnica Boga z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Emmanuel forever. Pytanie o moją i twoją obecność w tej konkretnie scenie jest bardzo ważne. Zauważ, że Apostołowie są na górze, bo polecił im to Jezus. Wiedzą, że tam się zjawi. Chcą mu towarzyszyć. Gdy go ujrzeli czynią coś, czego chyba nigdy nie robili od czasu gdy poznali Mistrza z Nazaretu. Oni oddają mu pokłon. Taki gest zarezerwowany jest jedynie dla władców, jest oznaką najwyższego szacunku, jaki można wyrazić. Tak jakby nasz hołd obejmował całą postać, od czubka głowy po samą ziemię, której dotykają stopy.  Dla części zebranych, Jezus jest ucieleśnieniem najszlachetniejszych cech i wyobrażeń. W ich oczach udowodnił, że ta cześć mu się bezdyskusyjnie należy. Są obok nich i ci co wątpią. Mateusz w swoim opisie użył słowa, które można przetłumaczyć również, jako „zachwiać się”. Ewangelista użył go wcześniej w swoim opisie życia Jezusa tylko raz. Było to w sytuacji gdy Piotr obudził Nauczyciela w czasie burzy na jeziorze. Jezus po uciszeniu nawałnicy chwycił wtedy Piotra za rękę i zapytał: O małowierny, dlaczego zwątpiłeś? Było to rzeczywiście w traumatycznym momencie, w którym uczniowie nie panowali już zupełnie nad sytuacją i gdy ich życie było zagrożone. W tej chwili jednak Jezus był wraz z nimi w łodzi. Nie wierzyli jednak, że jego moc działa nieustannie i ich strzeże. Potrzebowali go fizycznie przy sobie, jego gestu widocznego dla oka. W swej cudowności przypominał wyciągniętą dłoń Mojżesza, która sprawiła, że wody morza Czerwonego rozeszły się na dwie strony, tworząc na dnie bezpieczną dla Izraelitów ścieżkę. Być może Mateusz łączy obie te sceny cienką nicią tego jednego słowa, tego zwątpienia aby udowodnić nam, że Pan naprawdę nie odchodzi. On jest z nami. Tego potrzeba tym, którzy może modlą się wiele lat stojąc pośród życiowych burz, którzy chwieją się niepewni o przyszłość. Dobrze, że ci wątpiący są przy Jezusie. To dowód na to, że Ewangelia to nie tylko cukiereczki polane słodką polewą, to nie czułe i ckliwe opowiastki o Bogu, który macha magiczną różdżką i robi sztuczki wszędzie gdzie się zjawia. Ewangelia to moje życie, na które Pan teraz patrzy, które odwiedza nieustannie. Widzi moje zmaganie, z góry ogarnia nas wszystkich. Czuwa w łodzi naszej codzienności, bardzo blisko. On nas słyszy.

Ci, którzy dotykają wciąż ziemi spoglądają jak Mistrz unosi się w górę. Z wysokości widać świat inaczej. Można dostrzec nie tylko miejsce gdzie aktualnie stoimy lecz również to, dokąd poprowadzą nas finalnie ścieżki, którymi mamy zamiast podążać. Gdy się modlimy, unosimy się duszą w górę ku Bogu, łapiemy drugi oddech, pośród licznych zakrętów, niepewności i stresu. Niektórzy święci doświadczyli daru lewitacji, gdy w ekstazie unosili się nad ziemią. To jest nasza droga, wznosić się nieustannie ponad przeciętność. To cudowne zjawisko jakiemu poddane było ludzkie ciało uświadamia nam że wiara pomaga nam widzieć więcej a dzięki temu postępować mądrzej. Nigdy nie poprzestawać w osobistej relacji z Bogiem na pobożnościowym minimum. To zawsze chcieć Boga bardziej niż dziś. Modlitwa sprawia, że Kościół, który stoi teraz przy Jezusie będzie silniejszy od swoich słabości, nie poprzestanie na ułomności ludzkiej mimo licznych ciosów jakie zadaje mu grzeszność. Nasz wzrok będzie zatopiony w Panu. Gdzieś między naszymi pragnieniami, oczekiwaniami, naszym wysiłkiem, pracą i zmaganiem rośnie wiara. Im więcej w niej będziemy pytać o obecność Boga przy nas, tym mniej będziemy doświadczać naszych ograniczeń. Bóg jest silniejszy niż kataklizmy, tragedie i nawały zła. Bóg jest ratunkiem nawet w największej klęsce. Udowodnił, że życie jest silniejsze niż śmierć.  

Nie bój się burz. Nie obawiaj się wstrząsów i przetasowań w twojej talii życiowych argumentów. Czasem gdy coś stracisz w lęku pozwoli ci zobaczyć że było to coś małego co skutecznie przysłoniło ci wielkie sprawy. Wierzę w to głęboko, że Jezus idzie do Ojca pełen troski także o moje sprawy maluczkiego człowieka. Zabiera w sobie tę słabą cząstkę mnie, wynosi mnie z sobą ponad przeciętność i rutynę. Moja radość z tego dnia wynika zapewne z tego, że wiem o swojej grzeszności i niewystarczalności na tym świecie. Z nieba Jezus łatwiej oświetli mi drogę, ukaże mi szersze horyzonty i możliwości działania.

To wniebowstąpienie Pańskie to tak naprawdę zejście Boga jeszcze bardziej w moją każdą chwilę, to przenikanie łaski jak deszczu z góry w każde miejsce wyschnięte i spękane. Nie muszę już wołać jak prorok Izajasz- obyś rozdarł niebiosa i zstąpił. Wiem, że mnie dotykasz, nie opuszczasz mnie na krok, nie dasz mi zginąć.

ks. Adam Kiermut