Jesteś

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”. Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”. (J 14, 1-12 )

Giovanni di Pietro di Bernardone był synem bogatego kupca sukna z Asyżu. Od dziecka otaczał się przepychem, poznał świat wielkich interesów i drapieżnej walki o wpływy. Jako młody chłopak wyruszył na wojnę, która zawiązała się między dwoma silnymi miastami włoskimi, zapewne po to by powiększyć jeszcze swoją pozycję i zdobyć sławę dla swego rodu. Jednak nieoczekiwanie Giovanni dostaje się do niewoli. Przebywając w więzieniu ciężko zachorował po czym został uwolniony i powrócił do rodzinnego miasta. Te chwile niedostatku zaczęły powolny proces przemiany jego życia. Przestał patrzeć na świat oczami krnąbrnego bogacza. Zaczął widzieć współistniejące z jego zamożnością obszary jego wewnętrznej nędzy. Bolało go zapewne to, że wokół niego jest tak wielu biednych, zupełnie zepchniętych na margines. Rozdając majątek swego ojca na pomoc ubogim, wszedł z nim w ostry konflikt. Nie mogąc żyć dłużej butą i znieczulicą elit Asyżu podejmuje decyzję o odejściu na pustynię. W filmie Franco Zeffirelliego z  1972 roku pt. Brat słońce siostra księżyc, reżyser moment odejścia z domu rodzinnego ukazał w symbolicznej scenie. Giovanni składa w ręce swego ojca szaty z drogiego sukna, którym ich rodzina handlowała. Zupełnie nagi udaje się w stronę bramy miejskiej, po czym znika z oczu zebranych na rynku miasta. Dorastający mężczyzna miał przed sobą świetlana przyszłość, nie musiał się o wiele starać. Wystarczyło utrzymać rodzinne status quo, aby do końca życia opływać w dobrobycie. Coś jednak sprawiło, że nie znalazł w tym co proste, oczywiste i lekkie swojej drogi do szczęścia. Młody Giovanni przeszedł do historii jako św. Franciszek, apostoł ubogich, jeden z największych reformatorów średniowiecznego świata. Rewolucja, jaką rozpoczął przetoczyła się przez nasz kontynent bez użycia miecza. Była to rewolucja miłości.

Apostołowie z dzisiejszej Ewangelii stają przed podobnym dylematem co młody Włoch. Podobnie jak ojciec Giovanniego nie pojmują dlaczego Jezus chce od nich odejść. Jaki jest cel tego co robi? W duże zakłopotanie wprowadza uczniów wypowiedź ich mistrza. W ich imieniu przemawia Tomasz. Wyznaje Jezusowi swoje wątpliwości. Nie wiemy, dokąd idziesz… Nie wstydzi się tego, że trzy lata wspólnego wędrowania nie dało mu i reszcie odpowiedzi na to, dokąd zmierzają. Nie dziwię się. Wielu ludzi znacznie dłużej w czymś „jest” nie pytając nigdy o sens. Bywa, że ludzie trwają wiele lat w związku nie pytając o miłość, studenci studiują nie pytając czy na koniec będą szczęśliwi i spełnieni jako pracownicy, wierzący chodzą latami do kościoła nie mając jednocześnie pojęcia o Piśmie Świętym, doktrynie czy liturgii. Możemy… niestety możemy być w czymś i nigdy nie zapytać o sens tej obecności. Jezus nie chce dla nich bylejakości, nie chce ich bycia przy sobie, bez gruntownej przemiany ich wnętrza. On chce ich w pewnym sensie zasmucić, po to by ruszyć ich z miejsca, sprowokować do refleksji. Cała ta sytuacja z epidemią także musi nas ruszyć. To już nie dzień, nie tydzień. Trwamy trzeci miesiąc w ograniczeniu naszych praktyk religijnych i musimy sobie odpowiedzieć co się dzieje z naszą wiarą. Przecież ograniczono nam na jakiś czas sprawę podstawową, opcję fundamentalną- Eucharystię. Czy to cię ruszyło? Czy jak Tomasz zadałeś sobie pytanie- Panie dokąd ja mam iść aby cię znaleźć? Dokąd poszedłeś? Droga… Prawda… Życie… Słowa, które otwierają nas na tajemnice Jezusa. Problem w tym, że bez naszej walki te słowa są najbardziej zagrożoną rzeczywistością. Dzieje się tak, bo szatan doskonale zna ich znaczenie. Bez nich nie dojdziemy do Boga. Odejście Jezusa w naszej codzienności musi nas przejąć, musi rozpocząć w nas realne zmagania. Jest jedna droga, lecz mamy setki ścieżek, które są może łatwiejsze lecz nie doprowadzą nas do celu. O ile prawda często wymaga poszukiwań, dociekań to rosnące przy niej kłamstwo pieni się spontanicznie. Wystarczy nasza bezczynność, obojętność na zło. Życie wzrasta powoli, śmierć natomiast spada nagle, szczególnie boli gdy nikt się jej nie spodziewał, z powodu młodego wieku i wielu planów.

Filip podobnie jak Tomasz wywleka na wierzch swój kryzys relacji z Jezusem. On pragnie dotrzeć do niego przez Ojca. Nie wierzy jeszcze do końca w boskość ich Nauczyciela, w to, że są oni jednym. Bóg nieśmiertelny jest teraz z nimi, zapewnia ich o swojej obecności. Zanim powiedział o sobie- Droga, Prawda, Życie, powiedział coś znacznie ważniejszego- Ja jestem! Jezus to Obecność. Filip patrzy na niego bardzo po ludzku, jakby nieco okiem genetyka. Ojca uznaje zapewne, jako kogoś wyższego niż Jezus, kogoś kto dał mu początek. Pragnienie pokaż nam Ojca, znaczy że jego wzrok ucieka od pełni jaka jest w Jezusie. Nie dostrzega w nim wszystkiego w co powinny być utkwione jego oczy. Nasz wzrok też często ucieka od Pana. Często nadajemy „boskość” czemuś za czym gonimy. Sam wiesz ile takich bogów już straciłeś z horyzontu, ilu z nich pochowałeś pod gruzami swoich niespełnionych ambicji i planów. Dobrze, że uczniowie wątpią. Chce im za to podziękować, bo tak jak reprezentują w tym odczuciu Apostołów tak samo wypowiadają Jezusowi moje wątpliwości, które ja może wstydzę się już wyznać jako wieloletni katolik. Jak to ja nie wierzę? Nie wiem czegoś o Bogu? Zanim zatem Jezu pokażesz mi siebie przekonaj mnie wpierw o tym że cię nie widzę, że mi cię brakuje. Tylko mój palący brak ciebie, mój głód sprawi, że przyjdę po chleb.

ks. Adam Kiermut