Ślepy…

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otworzyły?” On odpowiedział: „Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” Odrzekł: „Nie wiem”(…) (J 9, 1-41)

W czasie Wielkiego Postu ma się dokonać nasze oczyszczenie. Może się to dokonać tylko poprzez rozbicie tego, co bardzo silnie do nas przylgnęło. Nasze serca są nieraz bardzo ociężałe, gdyż brak im duchowej lekkości. Grzech nas spowalnia. Sprawia, że nie możemy być na czas z miłością, z mądrymi decyzjami i obietnicami. Nigdy w punkt. Albo za szybko, albo krok za późno. Ostatecznie grzech sprawia, że zwlekamy do granic możliwości z naszym nawróceniem. Odwlekanie naszego powrotu do wspólnoty z Bogiem wiąże nas jeszcze bardziej z przyjemnościami, pracą i zabawą. Sukcesywnie tracimy zmysł chrześcijaństwa- dar widzenia Boga, czucia jego obecności. To, co czyni Jezus, jest banalną, a zarazem spektakularną zapowiedzią obfitości jego łaski, która objawi się w pełni na drzewie krzyża. Stoi przed nami człowiek niewidomy od urodzenia. Nigdy nie widział piękna świata, nie mógł ucieszyć się widokiem zielonych drzew, strumieni wód ani błękitem nieba. Nie widział nigdy tych, którzy dali mu życie, nie mógł zobaczyć również jak wygląda on sam. Trudne doświadczenie, prawda?

Ale czy większym dramatem nie żyją ci, którzy codziennie spoglądają nawet nieraz w lustro i również nie widzą tego, jacy są? Nie widzą. To nie żart. Co gorsza, nie dadzą nigdy dojść do siebie prawdzie o tym, co jest im niewygodna, nie pasuje do życia, które po ludzku sobie świetnie ułożyli. Dyskusje, które wywiązują się wokół schorowanego mężczyzny, mogą zdumiewać. Nikt w gronie komentujących jego sytuację nie widzi dotkliwej ślepoty swojego serca! Uczniowie pytają Jezusa o grzech jego rodziców, sąsiedzi zwracają uwagę na nikły status materialny i dostrzegają tylko jego biedę. Gdy uzdrowiony udaje się z tym cudownym znakiem i radosną nowiną do faryzeuszów, oni kwestionują fakt działania mocy Bożej. Krytykują uzdrowiciela, że uczynił to w szabat i że człowiek, który przejrzał, śmie w ogóle przyjść do nich i ich pouczać. Gardzą nim i nie dopuszczają możliwości działania Boga poza ich wiedzą i ich ludzkim rozeznaniem. W ich rozumieniu nawet On nie jest wolny w działaniu, nie może czynić dobra jak i kiedy chce. Czy to nie jest większa ciemność? Czy to nie jest prawdziwa ślepota człowieka? Źle ugruntowana wiara, stereotypy, plotki, pomówienia, utarte ścieżki w mówieniu i myśleniu o Bogu, ludziach i świecie sprawiają, że jest On dla nas niewidoczny i niewyczuwalny. A co oznacza to błoto, które uczynił Jezus? Nikt nie zwrócił uwagi na ten gest, który do głębi powinien nas przejąć. Splunięcie pod nogi człowieka jest wyrazem pogardy, obojętności. Ślina jednak pochodzi z wnętrza, wychodzi z ust. Ma konsystencję wody. Jezus, mieszając ją z pyłem ulicznym, chce wskazać na przedziwny dar, wody swego wnętrza. Ta woda nie poniża człowieka, lecz pragnie go wywyższyć, dowartościować. Ślina spada na równie wymowne miejsce. Pył symbolizuje pierwotny budulec człowieka. Zanim strumień wody żywej popłynie z przebitego serca Zbawiciela, już teraz objawia na przykładzie niewidomego, jaka może być jego moc. Łaska Boża spada teraz w naszą nicość, miesza się z nią i ją wynosi, oczyszcza i umacnia. Bóg nas widzi. Módl się również o oczy, które naprawdę widzą. Proś o serce, które nie zamyka się, nie ocenia i nie szufladkuje innych. Może dzisiejsza Ewangelia to też inny znak. Do tego, by kochać człowieka i by dać mu dobro nie trzeba wiele. Wystarczy czasem się zatrzymać, posłuchać, nawet bez słów pochylić się nad jego losem. Spróbuj. To działa!

ks. Adam Kiermut