Zawsze…


Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać:   „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”. I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. (Łk 18, 1-8)

Gdybyśmy do naszej mentalności, do naszego funkcjonowania „od a do z” wstawili słowo „modlitwa” i dodali jeszcze „zawsze”, to nie odnaleźlibyśmy w tym sensu. Pracujesz od 8-16, uczysz się od 8 do 14, mecz trwa 90 min, ulubiony serial w telewizji trwa 30 min… Działamy w ramach, coś zaczynamy i kończymy. Jak więc rozumieć zachętę Jezusa? Nie zrozumiesz jej, jeśli modlitwa będzie dla Ciebie czynnością. Ona musi stać się stanem! Musi wejść w twój krwiobieg i w sferę jakby poza czasem. Bo przecież na modlitwę możesz spojrzeć jak na spotkanie z kochaną osobą. Być stale w relacji. Być z Bogiem w nieustannym połączeniu. To tak jak z internetem w telefonie. Nawet jeśli go nie używasz, stale jesteś w jego zasięgu, możesz w jednej chwili z niego skorzystać. Pierwszym grzechem wobec modlitwy jest traktowanie jej jako czegoś skończonego. A dla nas, ludzi zapośredniczonych w czasie i od niego uzależnionych zawsze znaczy teraz. Pięknie o tym pisał S. Fausti: Modlić się należy zawsze, bo każda chwila jest momentem przyjścia Pana. Zbawienie dokonuje się w tym naszym świeckim czasie, w którym jemy, pijemy, żenimy się, pracujemy, odpoczywamy. Nie innego czasu, jak teraźniejszy, bo przeszłości już nie ma a przyszłości jeszcze nie ma. Modlić można się zawsze bo modlitwa nie nakłada się na żadną inną czynność. Przeciwnie. Wszystkie je oświeca i ukierunkowuje ku właściwemu celowi.

Jezus pokazuje, na przykładzie relacji wdowy i złego sędziego jak należy walczyć o miejsce w czyjejś głowie. Nachalność wdowy, która walczy o życie i o obrońcę w trudnym losie sprawia że człowiek, który z nikim się nie liczył a więc i o nikim zbytnio nie myślał zaczyna patrzeć na kogoś. Podejmuje działanie. Wdowa swoją ciągłą obecnością weszła w świadomość sędziego, który przecież miał za nic Boga, jako punkt odniesienia dla czynów i gestów oraz człowieka za którym przecież powinien z urzędu się wstawiać jako rzecznik sprawiedliwości. Kobieta otrzymuje pomoc, bo ciągle jest przy człowieku, stale mu się przypomina i nie daje mu spokoju.

Tak definiuj modlitwie, jako stałe podpięcie pod Boga- w myślach, czynach i słowach. Bez tego połączenia modlitwa nie działa!

Bóg, któremu na pewno bardziej niż złemu sędziemu zależy na tym, by wziąć nas w obronę, pragnie pokazać nam też nieco inną perspektywę. Czy w tym wzięciu w obronę chodzi o to, by zawsze spełniała się nasza wola, pragnienia, a rzeczywistość naginała się stale do naszych wyobrażeń? Czy wzięcie w obronę nie oznacza tego, że jest przy mnie ktoś, kto w tym, co się dzieje, nie pozwoli mi zginąć? Czy wystarczy Ci to, że On wie i czuwa? Modlitwa jest nieustanną sztuką poznawania odwiecznie miłującej nas woli Boga. W każdym twoim pragnieniu, w każdej prośbie szukaj z cierpliwością tego, na co wskazuje Bóg. Każda modlitwa nie musi być wysłuchana- czytaj spełniona. Każda modlitwa jest natomiast słyszana i bądź tego pewien, że pod jej wpływem Bóg zawsze o tobie myśli. Wie doskonale, jaki moment będzie najlepszy, by interweniować. Wołaj z wiarą do Pana, ale wypełnienie modlitw zostaw Jemu.

ks. Adam Kiermut